Wtem ujrzała młodzieńca i z rąk jej wypadła / Suknia, a twarz od strachu i dziwu pobladła.
|
Spod ramion wytknął palce i długie paznokcie, / Przedstawiając dwa smycze chartów tym obrazem
|
Czasem do Litwy kwestarz z obcego klasztoru / Przyszedł...
|
Nie masz zgody, Mopanku, pomiędzy Soplicą / I krwią Horeszków...
|
Podniesione do góry węzłowate sznurki: / "Ogórków chcesz Waść? krzyknął, oto masz ogórki"
|
Wtem pomiędzy ich usta mignęła znienacka / Naprzód mucha, a za nią tuż Wojskiego placka.
|
Dziewczyna powiewała podniesioną w ręku / Szarą kitką, podobną do piór strusich pęku
|
Schyliwszy się i ręce obmywszy w strumieniu, / Usiadł przed Telimeną na wielkim kamieniu
|
|
|
Chwalicie mą tabakę, Mości Dobrodzieje, / Obaczcież, co się wewnątrz tabakierki dzieje
|
Natenczas Wojski chwycił na taśmie przypięty / Swój róg bawoli, długi, cętkowany, kręty
|
Zosia w porannym stroju i z głową odkrytą / Stała, trzymając w ręku podniesione sito
|
Zosia kładnie pończoszki białe, ażurowe, / I trzewiki warszawskie białe, atłasowe
|
Hrabia krzesłem w środku zagrodził im drogę
|
W środku na snopie zboża Ekonom usiadłszy, / Nudzi się, kręci głową, roboty nie patrzy
|
Dobywa pozew, czyta głośno oświadczenie.
|
Wyniosł traw, liścia; usiadł przed domem i świsnął / Na ten świst rój królików spod ziemi wytrysnął.
|
Wnet Gerwazy (to on był) przez tłum się przecisnął / Na środek izby, wkoło Scyzorykiem błysnął
|
"Wiwat Hrabia!" On wjeżdżał na folwark Maciejów, / Sam zbrojny, za nim zbrojnych dziesięciu dżokejów.
|
Kapelusz miał okrągły z piórem, w ręku szpadę, / Okręcił się i szpadą powitał gromadę.
|
Sędzia i Robak na ziemi / Klęczeli objąwszy się i łzami rzewnemi / Płakali
|
Panno Zofijo, rzecze, Pani Telimeno! / Nigdy się krwią bezbronnych ta szpada nie splami
|
Za baranem szły woły, trzoda owiec, kozy, / Za bydłem cztery ciężko pakowane wozy.
|
Robak był bliższy, Hrabię ciałem swym zakrywa, / Dostał za niego postrzał, spod konia dobywa
|
Państwo Lachy, już jest ta gadka między wami, / Że każdy Moskal złodziej
|
Jam jest Jacek Soplica...
|
Żubr pierwszy raz w życiu / Zląkł się i uciekł w głębszym schować się ukryciu.
|
Stał ułan jak słonecznik, w błyszczącym kołpaku, / Strojnym blachą złocistą i piórem koguta
|
Tak, tak, Panie Gerwazy. Tak, Panie Protazy.
|
Lecz jenerał Kniaziewicz, wzrostem najsłuszniejszy, / Pokazało się, iż był w ręku najsilniejszy
|
Już z rozkazu Sędziego pleban stał na stole / I ogłaszał włościanom Tadeusza wolę.
|
Było cymbalistów wielu, / Ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Jankielu
|
Ach, to może ostatni! patrzcie, patrzcie, młodzi, / Może ostatni, co tak poloneza wodzi!
|